Kredyt we frankach – było warto czy nie?

Każdy, kto zdecydował się na kredyt we frankach szwajcarskich, odpowie na pewno: nie, nie było warto. Wiadomo, ci, którzy zdążyli spłacić zobowiązanie przed krachem, zgodzą się ze zgoła odmiennym stwierdzeniem. Jednak nie da się ukryć, że większość Polaków wpadła w sidła kryzysu i załamania się najbardziej pewnej waluty świata, którą do tamtego czasu był frank szwajcarski. Jaka jest ich obecna sytuacja i jak radzą sobie z dwukrotnym zwiększeniem kosztów swojego kredytu?

Początek XXI wieku stał pod znakiem kredytów we frankach. Był na nie prawdziwy boom. Każdy, kto go nie brał, był uważany za amatora w dziedzinie finansów. Przecież franki są bardziej opłacalne – stabilna waluta, niższe raty. Najpewniejsza opcja. Jak się szybko okazało, wygrali ci, którzy sięgnęli po hipotekę w złotówkach.

W momencie, kiedy Szwajcarki Bank Centralny przestał bronić waluty po ogólnoświatowym kryzysie, raty wzrosły o 30%. Są osoby, które z tego powodu dopiero skończyły spłacać odsetki, a od zaciągnięcia kredytu minęło ponad dziesięć lat. Jeszcze sporo pozostało do oddania. I trudno nie odnieść wrażenia, że tzw. frankowicze zostali wsadzeni na minę. Ale czy na pewno? Wina leży, jak zwykle, gdzieś pośrodku.

Miłego złego początki – jak kredyt we frankach miał być zbawieniem

„Sami są sobie winni”. Takie hasło słychać do dziś, mimo że od tąpnięcia na rynkach minęło już przecież wiele lat. Frankowicze do dziś są piętnowani przez innych, a sami starają się walczyć o jak najlepsze rozwiązanie swojej sytuacji. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że w momencie zaciągania kredytu we frankach patrzyli na świat przez różowe okulary. Z jednej strony nic dziwnego – przez lata była to najbardziej stabilna waluta, której odporność na wahania rynkowe była wręcz niewyobrażalna. Z drugiej jednak strony – nigdy nie można być niczego pewnym. Zwłaszcza w świecie finansów.

Kredyt w obcej walucie to zawsze ryzyko. Niekorzystne przewalutowanie może pociągnąć każdego na dno. I tu właśnie należy upatrywać tego, co wydarzyło się z blisko milionem Polaków. Nie wzięli pod uwagę tego, co może się stać. Po prostu chcieli mieć swoje mieszkanie. Nie myśleli dalekosiężnie, tylko byli krótkowzroczni. Chcieli swoje cztery kąty już, po atrakcyjnej cenie.

Jutro w ogóle się nie liczyło. W czasach, kiedy kredyt we frankach był na topie, w internecie aż roiło się od forów, gdzie ludzie doradzali sobie wzajemnie. Głównie jak podnieść swoją zdolność kredytową. Wśród rad były te, które zachęcały m.in. do niedzielenia się informacjami o posiadanych kartach kredytowych, aby rata nie przekraczała określonej części dochodu. Inni natomiast zachęcali do wzięcia zadłużenia z lepiej sytuowanym członkiem rodziny, aby wzrosła nasza ocena, według której instytucje finansowe decydowały o naszej wiarygodności.

Byli jednak też tacy, którzy sami podjęli decyzję o kredycie we frankach. Podeszli do tego racjonalnie – przeliczyli i uznali, że im się to opłaca. Zrobili to jednak bez wzięcia pod uwagę, że sytuacja na rynku może się zmienić. I to był ich błąd. Myśleli, że skoro kurs był do tej pory niski i stabilny, to tak już pozostanie. Skuszeni niższym oprocentowaniem, nie wzięli pod uwagę, że jest ono podyktowane tym, że kredyty walutowe niosą za sobą większe ryzyko. I na tym wygrały banki, które zawsze kalkulują, co się może wydarzyć. Kredytobiorcy tego nie zrobili. Dlatego też początkowo świetne warunki ostatecznie stały się najgorszymi z możliwych.

Oczywiście na kredytach we frankach wygrali ci, którym udało się je spłacić przed kryzysem. Osoby, które było stać na to, aby pozwolić sobie na krótszy okres kredytowania, zdążyły faktycznie zyskać – gorzej z tymi, którzy podpisali umowy na kilkanaście i więcej lat. I znów: „wiedzieli, na co się piszą”, można usłyszeć z wielu stron. Tylko czy na pewno?

Klient kontra bank – kto ma rację w sporze o kredyt we frankach?

To jest bardzo trudne pytanie, ponieważ tak naprawdę trochę racji jest po obu stronach tego sporu. Klienci zauważają, że zostali wprowadzeni w błąd. Bankowcy udzielali bowiem informacji, że frank jest stabilną walutą, której kurs gwałtownie się nie zmieniał, a to oznacza, że ta waluta jest obciążona niewielkim ryzykiem. Banki po prostu chciały sprzedać usługę i trudno im się dziwić. Szkoda tylko, że nie informowały o ewentualnym ryzyku. Jednak nie da się też ukryć, że sami kredytobiorcy, również nie zasięgnęli takich informacji z innych źródeł. Może wtedy dowiedzieliby się, że Szwajcarski Bank Centralny sztucznie utrzymuje franka na niskim poziomie i nie wiadomo, jak długo to jeszcze potrwa.

Jest to bardzo złożony problem, ponieważ ci, którzy wcześniej zaciągali kredyt, faktycznie mogli być pewni stabilności waluty. Ale już ci, którzy brali go w czasach niepewnych, kiedy rynki zaczynały się chwiać, powinni lepiej zbadać ryzyko. I tak naprawdę to ich bunt jest najgorzej postrzegany, ponieważ mogli przewidzieć, co się wydarzy. Wyszła tu na jaw stara prawda – nieznajomość prawa szkodzi. Inna kwestia jest taka, że nawet – być może – mając z tyłu głowy ryzyko ekonomiczne, nie zważali na nie, ponieważ silniejsza była chęć posiadania własnego mieszkania.

Co więcej, część osób zaciągała kredyt we frankach na zakup kolejnego mieszkania. W momencie poszybowania w górę kursu waluty zaczął się lament frankowiczów oraz hejt tych, którzy nimi nie są. Bo dlaczego oni mają mieć możliwość zadośćuczynienia, a ci, którzy mają kredyt w złotówkach już nie. Przecież też zmienia się, chociażby siła nabywcza pieniądza, istnieje inflacja oraz inne czynniki, które wpływają na wagę pieniądza.

I tak, mają oni tu trochę racji, ale tylko w przypadku, kiedy frankowicz był wcześniej rzetelnie poinformowany o możliwym ryzyku. Bo wtedy doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co się może wydarzyć. Ale, jak dzisiaj wiemy, wiele banków ukrywało przed klientami gros istotnych informacji. A przecież nie każdy jest specjalistą od rynków międzynarodowych i trudno mu jest racjonalnie podejść do kwestii kredytu w obcej walucie.

Kredyt we frankach – co warto z nim zrobić?

Nie da się ukryć, że od momentu pierwszego wygranego procesu przez frankowiczów, po wytyczeniu linii orzekającej przez TSUE (Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej), coraz więcej osób próbuje swoich sił w walce z bankiem na sali sądowej, nawet ci, którzy mają na głowie kredyt denominowany we frankach. Wygrana wcale nie jest nierealna i coraz więcej osób wybiera tę właśnie drogę, która ostatecznie prowadzi do unieważnienia umowy kredytowej. Jest jednak kilka opcji dla kredytów we frankach. Sprawdź, która jest dla Ciebie najkorzystniejsza.

  • Żądanie unieważnienia umowy. Tą drogą idzie coraz więcej osób. Głównie dlatego, że bank mógł nierzetelnie, jednostronnie ustalać kurs franka szwajcarskiego, a przy okazji nie informował klientów o możliwym ryzyku. Czym skutkuje wygrana? Tym, że trzeba oddać wyłącznie kwotę, o którą się wnioskowało. Bez odsetek, indeksacji oraz innych opłat. Jest to najlepsza możliwa opcja, ponieważ do tej pory najpewniej zaciągnięta kwota została już spłacona lub prawie spłacona, a to oznacza, że koniec zadłużenia jest na wyciągnięcie ręki. Jednak, aby mieć szansę na wygraną z gigantem, jakim jest bank i z całym jego prawnym zapleczem, dobrze jest skorzystać z pomocy doświadczonego w sprawach finansowych prawnika, który dokładnie zbada sytuację i oceni nasze szanse na wygraną. Co ważne, jest to też jedyna opcja dla posiadaczy kredytów denominowanych.
  • Przewalutowanie kredytu we frankach. Ten zabieg polega na przeliczeniu pozostałej kwoty we frankach na złotówki. Odbywa się ono po określonym kursie, ustalonym w momencie przewalutowania. To wyjście jest opłacalne wówczas, gdy wartość franka względem złotówki spada, ale jednocześnie prognozowane jest jego umocnienie. Powoduje to jednak wzrost raty kredytu, ponieważ stopa referencyjna zostaje naliczona według stopy referencyjnej WIBOR, a nie LIBOR.
  • Odfrankowienie. Nie jest to wbrew pozorom to samo, co przewalutowanie. Odfrankowienie ma miejsce wtedy, gdy sąd orzekł, że zawarte w umowie zasady przeliczania wartości zobowiązania i rat były niedozwolone. Oznacza to, że postanowienia umowne są bezskuteczne i nie wiążą prawnie kredytobiorcy. Rozliczenie umowy odbywa się w złotówkach na podstawie danych zawartych w pierwotnej umowie. Ponadto zasądzany jest zwrot nienależnie uiszczonych świadczeń. Ostatecznie kredytobiorca dalej spłaca zaciągnięty kredyt, ale już w złotówkach, który jest oprocentowany według stopy referencyjnej, pod którą podlega frank szwajcarski.

Komentarze (0)
Dodaj komentarz

Podobne artykuły